W Chojnickim Centrum Kultury odbył się przegląd teatrów kaszubskich „Zdrzadnio Tespisa”, wpisany w Dni Kultury Kaszubsko-Pomorskiej. Wydarzenie, które na stałe wrosło w kalendarz regionalnych inicjatyw, po raz kolejny przyciągnęło publiczność spragnioną scenicznych interpretacji kaszubskiej tradycji. Tym razem na deskach zaprezentowały się zespoły z Szemudu, Czarnej Dąbrówki i Luzina. Gospodarze – chojnicki teatr – nie wystąpili z premierą z powodu choroby aktorki.
Teatr to nie tylko język
Przegląd objęty jest patronatem Zarządu Głównego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Gdańsku. Jego przedstawiciel, Paweł Wajlonis, zwrócił uwagę, że kaszubski teatr to znacznie więcej niż mówienie w regionalnym języku – to nośnik całego dziedzictwa kulturowego Kaszub. Występy zapowiadała Ewelina Stefańska, a tradycyjne słowo wstępne wygłosił prof. Daniel Kalinowski z Uniwersytetu Pomorskiego w Słupsku.
Profesor podkreślił, że kaszubskie inscenizacje klasyki zawsze są adaptacją – i to adaptacją niejednorodną. Jedni twórcy starają się wiernie oddać oryginał, inni szukają własnej, unikatowej interpretacji. „Tak naprawdę nie da się wszystkiego przełożyć tak, jak życzyłby sobie tego autor” – mówił Kalinowski. „Kończy się na tym, że musimy wziąć nożyczki, coś wyciąć, coś podkreślić. I zawsze zastanowić się, co zyskujemy, a co tracimy” – dodał, pytając retorycznie, czy w wyniku takich zabiegów wciąż mamy do czynienia z Derdowskim.
Od horroru do humoru – „Katilina” w wykonaniu Szemudzkiej Grupy Teatralnej
Jako pierwsza wystąpiła Szemudzka Grupa Teatralna ze spektaklem „Katilina” według sztuki ks. Leona Heyke. Przedstawienie rozpoczęło się zaskakująco – niczym horror, z duchami, dymami i niebieską poświatą – by następnie przejść w barwną, pełną humoru opowieść o fortelu dwójki studentów wobec chłopa prowadzącego krowę na targ. Reżyserzy Aleksandra Perz i Beniamin Koralewski zadbali o wyraziste efekty specjalne również w finale, przenosząc widzów w mroczny świat kataklizmu. Słowo „wojna” nabrało konkretnego wymiaru: w karczmie pojawił się ranny, rozległy się odgłosy maszerujących żołnierzy, a aktorzy zamarli w czerwonej poświacie, odwróceni do publiczności. Całości dopełniły syreny. Twórcy przyznali, że najbardziej obawiali się, jak widzowie przyjmą tę zmianę nastroju.
Remus niepoznany i kaszubskie „gwiżdże”
Zespół Pierwsi Lepsi z Czarnej Dąbrówki zaprezentował interpretację kaszubskiej epopei o Remusie, stawiając na ukazanie bohatera jako zwykłego człowieka – z marzeniami i planami, ale napotykającego przeszkody. Reżyserka Monika Miszk wyjaśniła, że spektakl pomyślany był jako plenerowy, stąd aktorzy grają wyłącznie ciałem, a głos dobiega z offu. Sceny budowane są na kontraście światła i cienia, z wykorzystaniem płomienia świec, a dramatyzm najmocniej zaznacza się przy śmierci przyjaciela Remusa.
Na zakończenie Regionalny Teatr Dramatyczny z Luzina przedstawił kaszubski obyczaj „gwiżdże”, polegający na kolędowaniu przebierańców po domach w okresie zbliżającego się nowego roku. Reżyserka Maria Krośnicka podkreśliła, że zależy jej na zachowaniu dziedzictwa Kaszub, a współcześni kolędnicy wciąż bywają mile przyjmowani przez mieszkańców, ponieważ ich wizyta ma przynosić szczęście. Jedna z uczestniczek spotkania potwierdziła: „Mnie przyniosło!”. Krośnicka zdradziła też, że rozważa przygotowanie sztuki wokół obrzędów związanych ze Świętem Zmarłych, a później może o weselu – być może efekty zobaczymy za rok.
Warsztaty i zachęta do krytycznego odbioru
Przeglądowi towarzyszyły warsztaty teatralne prowadzone przez chojniczan, w tym wicedyrektora ChCK Grzegorza Szlangę, który przyznał, że choć jeszcze nie mówi po kaszubsku, to po udziale w konkursie Rodno mowa nabrał chęci, by ten język podszlifować. Prof. Kalinowski zachęcał publiczność do krytycznego odbioru przedstawień. Jak zauważył, każde z nich na swój sposób dialogowało z tradycją – rewolucji nie było, ale twórcze podejście do tekstu i obyczaju jak najbardziej. To dobrze wróży zarówno teatrom, jak i aktorom.
Źródło: Gminne Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji w Szemudzie
Fot. facebook.com











